Telewizja przerwała transmisję meczu! Nie chcieli by widzowie zobaczyli trybuny! (VIDEO)

Komunistyczne władze internowały kolejnych opozycjonistów, na sklepowych półkach był tylko ocet, a po ulicach jeździły czołgi. W takiej atmosferze polscy piłkarze wywalczyli jeden z największych sukcesów w historii - trzecie miejsce podczas MŚ.

Telewizja przerwała transmisję meczu! Nie chcieli by widzowie zobaczyli trybuny! (VIDEO)

Zobacz także:

Krwawa pacyfikacja w kopalni "Wujek". Strzelali tak by zabić - czterech zginęło od strzału w głowę. Dziś 35. rocznica wydarzeń.
Krwawa pacyfikacja w kopalni "Wujek". Strzelali tak...
Niesiołowski: Możliwe, że Schetyna dogadał się z PiS. Atakowanie kijowskiego to szaleństwo!. (VIDEO)
Niesiołowski: Możliwe, że Schetyna dogadał się z...
Nie popisuj się! - Czyli dlaczego kiedyś dzieci były grzeczne (VIDEO)
Nie popisuj się! - Czyli dlaczego kiedyś dzieci były...
Ujawniamy! Oto skład i prawdziwy cel oprysków chemtrails! (VIDEO)
Ujawniamy! Oto skład i prawdziwy cel oprysków...

Poniedziałkowe deja vu to cykl portalu WP SportoweFakty. Portal informuje, że co tydzień będzie publikował wydarzenia z przeszłości związane jednoczesnie z ważnymi wydarzeniami sportowymi oraz istotna sytuacja jaka miała miejsce na świecie. Dzisiaj z okazji zbliżającej się rocznicy wybuchu stanu wojennego Bobakowski przedstawia historię słynnego meczu. Cały tekst tutaj

- Obywatelki i Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Zwracam się dziś do was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego (...) Polski dom ulega ruinie, struktury państwa przestają działać, gasnącej gospodarce zadawane są kolejne ciosy (...) W tej sytuacji bezczynność byłaby wobec narodu przestępstwem, trzeba powiedzieć dość (...) Rada Państwa, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju...

Antoni Piechniczek z przerażeniem słuchał po raz kolejny przemówienia generała Wojciecha Jaruzelskiego. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.

- Antek, ileż razy można? Uczysz się na pamięć tych słów? Ty się lepiej zastanów, gdzie my jutro bochenek chleba kupimy? - żona polskiego selekcjonera, Zyta, nie ukrywała zdenerwowania. - Stan wojenny to nie są przelewki.

- Kobieto, przestań mi truć o chlebie. Ja się zastanawiam czy z mistrzostw świata nas nie wyrzucą! - odburknął, podszedł do kredensu, wyłączył radio i wyszedł z kuchni. Nie omieszkał trzasnąć drzwiami w taki sposób, że tynk posypał się na podłogę.

Mogło dojść do "odstrzelenia" piłkarzy reprezentacji

Dzień 13 grudnia 1981 roku na zawsze zapisał się w polskiej historii. Nasz kraj wszedł w stan wojny. Polityczne, społeczne i ekonomiczne restrykcje odbiły się bardzo mocno w większości domów. Nie inaczej było ze sportem. Co prawda w tym czasie polski futbol był pogrążony już w zimowym śnie, ale przez kilka tygodni kibice nie mogli kupić w kioskach "Przeglądu Sportowego" czy katowickiego "Sportu". Władze PRL-u zawiesiły wydawanie prasy, oczywiście poza reżimowymi: "Trybuną Ludu" czy "Żołnierzem Wolności".

Nie odbył się również coroczny Bal Mistrzów Sportu, w telewizji podano jedynie kolejność. - Mieliśmy nadzieję, że stan wojenny potrwa miesiąc, góra dwa i wrócimy do normalności - wspominał w jednym z wywiadów Grzegorz Lato, który wraz z reprezentacją szykował się do mistrzostw świata w Hiszpanii (13.06.-11.07.1982). - Nikt z nas nie myślał o tym, że będą większe problemy.

Nie do końca nikt. Wspomniany Antoni Piechniczek od początku miał złe przeczucia. Selekcjoner reprezentacji Polski zaplanował zgrupowania zagraniczne, mecze międzypaństwowe. Wiedział, że od realizacji tych celów zależy końcowy wynik. A chciał z Hiszpanii przywieźć medal. - Zdawałem sobie sprawę, że nas stać na wielki wynik. Nie zamierzałem jechać tam jako turysta - przyznał po latach. Tym bardziej przejmował się słowami gen. Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 i tym, co działo się później.

W styczniu 1982 roku nasza kadra została skoszarowana w Wiśle. To nie było normalne zgrupowanie reprezentacji. - Jak chcieliśmy przeprowadzić marszobieg na Stożek, to musieliśmy taki fakt zgłaszać w dowództwie Wojska Ochrony Pogranicza. Żeby nas przypadkowo nie "odstrzelono" w strefie granicznej, albo żeby ktoś z piłkarzy nie zechciał uciec do Czechosłowacji. Chociaż nie wiem po co miałby to robić - dodawał Piechniczek.

Bilet w jedną stronę


Niespodziewanie wielu polskich kibiców postanowiło kibicować naszej reprezentacji podczas MŚ w Hiszpanii. Oczywiście biorąc pod uwagę trudności w codziennym życiu, zdobyciu paszportu, czy odłożeniu pieniędzy na niezwykle drogą wycieczkę. Podróż na mundial nie była taka prosta, jak obecnie. Ostatecznie władze PRL-u wydały zgodę na wyjazd kilkudziesięciu autokarów. Wycieczki były oczywiście zorganizowane oficjalnie, a pojazdy jechały w eskorcie samochodów z pracownikami służb PRL. Funkcjonariusze mieli zadbać, aby do kraju wszyscy wrócili.

- Wiedzieliśmy, że ludzie będą chcieli zostać w Hiszpanii i tam poprosić o azyl - tłumaczył już po upadku komunizmu Renke. - Kilka tygodni wcześniej aferą zakończył się wyjazd młodzieżowej kadry piłkarskiej do Anglii. Z Londynu nie wróciło dwóch zawodników. Z trudem udało się zatuszować tę informację.

Mimo środków bezpieczeństwa większość polskich fanów dzień po zakończeniu mundialu i wywalczeniu przez Polskę świetnego, trzeciego miejsca poprosiła o azyl. W tej grupie byli również i kierowcy, i funkcjonariusze, którzy mieli pilnować fanów. - Oficjalnie nikt tego nie mówił, ale słyszeliśmy, że do kraju wracały puste autokary - wspomina Stefan Niesołowski, który na początku lat 80. ubiegłego wieku był jednym z bardziej znanych opozycjonistów wobec komunistycznej władzy. - Podobno nie wróciły nawet wszystkie pojazdy, bo niektórzy kierowcy też poprosili o azyl. Wcale się nie dziwiłem. Przecież w Polsce nadal trwał stan wojenny. Przyszłość kraju malowała się w czarnych kolorach. Hiszpańskie władze wystosowały list do Warszawy, aby przysłać ludzi, którzy zabiorą te wraki z parkingu pod Madrytem.

- Te sprawy mnie nie interesowały - przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Piechniczek. - Wiedziałem, że ludzie zostawali w Hiszpanii, ale ja się cieszyłem z sukcesu. Mimo stanu wojennego udało się zrobić dobrą selekcję, doprowadzić do długich zgrupowań i stworzyć świetną atmosferę w zespole. Praktycznie byliśmy jak zespół klubowy. Więcej czasu spędzaliśmy ze sobą, niż w drużynach macierzystych. Trzecie miejsce na świecie tchnęło w ludzi nadzieję. Nadzieję, że mimo przeciwności nadal Polska coś znaczy. Nasze mecze podczas MŚ były najwspanialszym serialem stanu wojennego.

Serialu, który Telewizja Polska musiała ocenzurować. Chodzi o mecz Polska - Związek Radziecki. W tym decydującym o awansie do półfinału spotkaniu doszło do niecodziennej sytuacji. Paryżanin Pascal Rossi (syn Polki) rozwiesił za bramkami ogromne transparenty "Solidarności". Telewizja zareagowała natychmiast: najpierw przerwała transmisję, a następnie kontynuowała ją, ale z dwuminutowym opóźnieniem. Aby móc zareagować na takie właśnie prowokacje. Natomiast ujęcia trybun z banerami "Solidarności" zastąpiono widokiem trybun z ceremonii otwarcia mistrzostw.


***

- Towarzyszu, jaja sobie robicie? Co to kur** jest? - celnik nie ukrywał złości. 

Kilka minut wcześniej na granicę w Zgorzelcu wjechał autobus wracający z mistrzostw świata w piłce nożnej. Autobus, który kilkanaście dni wcześniej wiózł do Hiszpanii kilkudziesięciu rozśpiewanych kibiców. Teraz w środku był jeden człowiek - kierowca.

- Gdzie oni są? - celnik zaczynał wchodzić w rolę prokuratora.

- No cóż, nikt nie przyszedł na parking, z którego odjeżdżałem do kraju. Czekałem, czekałem i nic - mocno zgaszony kierowca unikał kontaktu wzrokowego.

- A ty? Po co wróciłeś? Czemu nie zostałeś w lepszym świecie - celnik zmienił ton. - Jesteś idiotą czy co?

- Moja żona jest ciąży. Siódmy miesiąc. Nie mogłem jej zostawić.

***

Zobacz jak te wydarzenia wspominają główni bohaterowie:

Marek Bobakowski